Blog > Komentarze do wpisu
Z powrotem w indyjskich Himalajach

W zeszłym roku byliśmy trzy dni w dolinie Parvati. Teraz znaleźliśmy się w dość podobnym miejscu, tylko bardziej dzikim (prawie nie ma turystów). Przez większość czasu dojazd jest prawie identyczny, doliną rzeki Beas. Ale nie wjeżdża się do tunelu, który prowadzi do miasta Kullu i dalej do Kasol, które jest prawie izraelską enklawą w Himalajach (bo przyjeżdża tam izraelska młodzież).

My skręciliśmy od tunelu na prawo i potem rzeczną i strumykową (rzeka Tirthan) zalesioną doliną dotarliśmy do czegoś w rodzaju półwyspu, który w czasie monsunu, kiedy wody przybierają, zmienia się w niedostępną wyspę. Teraz w zasadzie można tam dotrzeć wąską ścieżynką z pobliskiej wioski, ale z bagażami jest to pomysł karkołomny. Skorzystaliśmy z lokalnego wynalazku, dwuosobowej kolejki linowej, którą czasami się zjeżdża, a czasami trzeba wciągać kosz-wagonik siłą mięśni (na zdjęciu).

Niżej przerażony autor blogu przed przeprawą



Niby dzicz, cisza i spokój, ale mamy rok 2012 i telefony komórkowe działają, więc co parę godzin dzwonimy do Polski.  Telefony są na indyjskie karty, więc tanio wychodzi. Także dzieci nie narzekają, bo jest prąd, a więc ipad, gry i filmy. Dzisiaj jest szansa, że ich trochę od elektroniki oderwiemy, bo w strumyku są pstrągi, które podobno można łowić gołymi rękami (okazało się nieprawdą, ale dwa pstrągi złapano na wędkę – wędkarstwo – co za nudny sport).

Byliśmy na przełęczy Jalori, ponad trzy kilometry nad poziom morza, ale w Himalajach takie wysokości to piąta liga. Podobno Mount Everest jest stąd oddalone jakieś 1400 km w prostej linii. To zdecydowanie dalej niż Delhi, skąd przyjechaliśmy i dokąd wcześniej przylecieliśmy z Polski.

Jest akurat Wielkanoc, więc złożyliśmy sobie życzenia przy jajkach na twardo, które kuchnia i tak zamierzała nam podać. Z Polski przyjechały drewniane pisanki. Zapowiedzieliśmy lany poniedziałek. W Indiach też jest coś takiego, tylko że polewają się kolorowymi farbami. Ponieważ święto to jest w marcu, a więc z grubsza licząc na wiosnę, można sobie wyobrazić, że 5000 lat temu istniało jedno indoeuropejskie, pogańskie święto, które w Europie przejęło chrześcijaństwo.



niedziela, 15 kwietnia 2012, markiz.witkowski

Polecane wpisy