Blog > Komentarze do wpisu
Zgubiony bagaż i gorące źródła

21 kwietnia

 

Dwa dni w Delhi, przypominamy sobie jak się jeździ po mieście rikszą, a potem bardzo długa podróż w Himalaje.

 Mieliśmy zacząć bardzo ambitnie. Od razu w góry. Ale podróż poprzedniego dnia nie przebiegała bez zakłóceń. Osiem osób a samochód niezbyt duży, więc ktoś wpadł na pomysł, by umieścić bagaż na dachu i przywiązać sznurkiem. W ten sposób straciliśmy jedną torbę. Gdy się zorientowaliśmy, było już za późno.  A trzeba od razu dodać, że w górach jest bardzo zimno. W dzień niekoniecznie, chyba że akurat pada deszcz, ale w nocy śpimy w śpiworach, bo mróz dokucza, a w ramach okiennych wcale nie ma szyb, tylko siatka na moskity.

Toteż rano zamiast w góry pojechaliśmy na zakupy do miasta Kullu (wspomnianego w Mahabharacie), gdzie rzeka Parwati, nad którą znajduje się nasz kemping spotyka się z jeszcze jedną rzeką. Tam się popsuł samochód, który nam naprawiano w warsztacie, ale potem luźno przykręconą oś trzeba było poprawiać przy gorących źródłach, w których wylądowaliśmy pod wieczór.

(o legendach związanych z gorącymi źródłami można przeczytać tu http://www.dancewithshadows.com/travel/manikaran.asp)

 

Gorące źródła w Manikaran jak na Antałówce czy w Besenowej na Słowacji, trudno wytrzymać w tym wrzątku, ale wokół nich powstał wielka świątynia Sikhów, obejmująca obok kilku budynków sakralnych także kompleks pomieszczeń dla duchownych i bezpłatny hotel dla ubogich pielgrzymów. My od razu wskoczyliśmy do basenu, w którym woda jest tak gorąca, że niektórzy bali się od razu wchodzić mimo arktycznej temperatury otoczenia. W basenie można było nie tylko popływać, ale i umyć się zwłaszcza, że od paru dni jesteśmy skazani na zimne prysznice. I tak sobie leżąc i bulgocząc na wrzątku rozglądamy się dookoła. Jesteśmy w dolinie rzeki Parwati, ponoć najbardziej wartkiej rzeki w Himalajach. Sama dolina to powiększona dolina Chochołowska, długi potok między dwoma potężnymi zboczami, z których jeden nazywa się Szekelik a drugi zapmniałem. Sama dolina to tylko 1600 m, ale zaśnieżone skaliste grzbiety, które widać z basenu, to jakieś 3500 – 4000 metrów (dalej podobno jest nawet 5000 km). Akcja może zatem się rozgrywać na różnych poziomach. Czy jutro zbliżymy się do białych góry, choćby tylko samochodem?

środa, 04 maja 2011, markiz.witkowski

Polecane wpisy