Blog > Komentarze do wpisu
Ostatnia stacja rezygnacja

Tosh jest ostatnią wioską przed górami, odtąd jest już tylko kilkadziesiąt kilometrów Himalajów. Ośnieżone szczyty blisko wioski to mają ponad pięć kilometrów, co może nie jest himalajską pierwszą ligą, ale w Europie takich nie ma. Tosh nie wygląda bogato, ale dzieci przeważnie chodzą do szkoły. Ludność wioski jest bardzo mieszana, sporo osób o cechach mongolskich. Od paru lat buduje się tutaj drogi, co ściąga sporo imigrantów. Znajomy z Delhi pokazuje nam chyba dziesięciokilometrowy odcinek drogi, który jeszcze w 1997 roku, kiedy wraz z żoną byli na wycieczce, nie był jeszcze dostępny dla samochodów.

My nie jesteśmy himalaistami. Najgorszych maruderów pozostawiliśmy w kawiarni, sami idąc może parę kilometrów po niezbyt stromej ścieżce. Kawiarnia jest zresztą bardzo ciekawym miejscem, bo składa się z tarasu widokowego, z którego każdą górkę widać oraz z czegoś w rodzaju świetlicy w środku, z kolorowymi ścianami, niskim stołem i kolorowymi poduszkami, gdzie izraelscy i hinduscy hipisi palą wieczorami jakieś rzeczy do palenia (podobno). Jakieś papierosy palą jeszcze w następnej kawiarni, zapewne bardzo lajtowe.

Po godzinie postanowiliśmy wracać. Nasze dzieci uznały, że jest to ich Mount Everest. Ułożyły stos z kamieni i postanowiły zatknąć flagę. Flagę dało się zrobić z patyka i papieru. Ale jaka to miałaby być flaga, kiedy nasze dzieci reprezentują parę narodowości. W końcu stanęło, że będzie to flaga Indlandii, przy czym Ind- to India a –landia, to pewno wszystkie inne kraje.

Niektórzy spędzili noc w schronisku nieco powyżej Tosh na jakimś nocnym jasnogórskim czuwaniu może z Dalaj Lamą a może z Janem Pawłem, który właśnie został błogosławionym.

poniedziałek, 16 maja 2011, markiz.witkowski
Tagi: Indie himalaje

Polecane wpisy